— Dlaczego pani myśli, że on tego nie bierze na serio?

Smutny uśmiech przesuwa się po twarzy aktorki.

— Bo go znam. Ale mniejsza o to. Chodzi tu o panią. Najlepiej byłoby, gdyby natychmiast wyjechał...

— Tak, ja go o to sama prosiłam. Niech wyjedzie na ten czas, dopóki mąż jest tutaj.

— Nie, ja to inaczej rozumiem. Niech wyjedzie zupełnie i rozstanie się z panią.

W jednej chwili Tuśka odsuwa się od Sznapsi. Łzy osychają jej z oczu. Jak się to stać mogło, że ona z taką szaloną szczerością pozwoliła się wciągnąć w tę rozmowę! I teraz ta Sznapsia wymówiła to straszne, grozą przejmujące słowo.

— Nie... — mówi twardo Tuśka — ani Porzycki, ani ja do rozstania się nie dążymy. Tylko sytuacja staje się niemożliwą, więc...

— Czy mąż się domyśla?

Tuśka z pewnym rodzajem wyższości spogląda na Sznapsię.

— Nie — mówi — mąż nic nie wie, ale moja prawość wie, i ta cierpi.