— Dużo.

Westchnął.

— To lepiej nie jeść dzisiaj. Zostanie na jutro. Nie będzie trzeba kupować.

Zaczęła patrzeć na niego ironicznie, koncentrując w sobie całą nienawiść i wzgardę dla filisterskiej rachunkowości w tym spojrzeniu swych zbudzonych oczu.

— Zapominasz, że doktor kazał mnie i Picie jeść dużo owoców. Ja mogę nie jeść, ale Pita...

Żebrowski się szczerze zmartwił.

— To już więcej jeść nie będę. Przepraszam was... proszę... jedzcie...

Tuśka odsunęła talerz.

— Dziękuję. Jedz, Pito!

— I ja dziękuję, proszę mamusi!