Nagle poza Pitą i Tuśką zrobiło się gwarniej i weselej:

Jakieś towarzystwo, złożone z kilku osób, siadło poza nimi roześmiane i rozszeptane.

Szeleściły jedwabne podszewki, dzwoniły breloki.

Wionęła trèfle incarnat, violettes de Niva — rozpyliła się welutina Raya, nieśmiertelna welutina!...

Tuśka i Pita poruszały nozdrzami.

Znalazły się w atmosferze pewnej światowej elegancji, uzewnętrzniającej się niemal w każdej sferze kobiet w jednakowy sposób.

Towarzystwo to składało się z trzech kobiet i jednego mężczyzny.

Przez chwilę wszyscy siedzieli we względnym spokoju, lecz szybko szepty się rozpoczęły.

— Nie wszyscy przyszli — szeptała któraś z kobiet.

Mężczyzna roześmiał się półgłosem.