— A mówiłem... nie jedźcie.
— Pewnie — odparła inna kobieta — tobie dobrze, masz całą gażę i jesteś sam.
— Ja ci kazałem zostać matką?
— Ach! jaki pan jest trywialny.
— Nie, no... to doskonałe. Wyjeżdżasz ze swymi dziećmi na każdym kroku.
— Mój kochany, daj mi spokój.
Nastąpiło znów chwilowe milczenie.
— Gdzie pani zostawiła dzieci? — pytała znów pierwsza z kobiet.
— W numerze zamknięte.
— Co też pani wyrabia! Jeszcze się kiedy spalą.