Łańcuchem u rąk...

Brylantem łez w oczy...

Niezgojoną raną w serce...

Bezsenną nocą w myśl...

Żałobnym łopotem skrzydeł w pragnienie szczęścia.

Zjawą bezlitosną w chwilę zgonu.

Pogardą tragiczną w pobłażliwość dni późnych.

I tym, co ludzie zwą osiągnięciem mądrości życia, a co jest w gruncie jego... bankructwem.

Na to czeka złotowłose dziecko, siedzące tak cicho z rękoma złożonymi na kolanach kształtnych.

Na to wszystko — i... na nic więcej.