*
Sznapsia wiedziała już, co grozi w niedługiej przyszłości Tuśce i Picie. Żal jej wzmógł się i czuła, że ciężko jej patrzeć na tę kobietę i na to dziecko, jakby jej było ciężko patrzeć na ludzi skazanych.
Coś jakby wyrzut sumienia zaczęło ją nurtować, gdy drogą ze Skibówek szła do siebie na Jaszczurówkę.
— Kto wie... gdyby nie moje słowa niebaczne, jako posiew rzucone.
I coś jeszcze tam więcej nurtuje serce Sznapsi, gdy idzie tak drogą, szarą od piasku a bramowaną wrzosami, na które już coś z jesieni czerwonawe tony kładzie.
Nagle poza nią pędzi rower.
— Bywaj! — woła Porzycki.
Sznapsia odwraca się szybko.
— To ty!
Pędzi ku niej jak wicher. Zęby białe mu błyskają, twarz zarumieniona. Rower świeci się w ostatnich blaskach zachodzącego słońca.