— A może Pita chce pomarańczę? — zapytał Żebrowski.
Natychmiast dziewczynka grzecznie bardzo odpowiedziała:
— Dziękuję tatusiowi!
Ale on przywołał przekupnia i wybrał dwie duże pomarańcze, silnie czerwone.
Wybierał starannie, macając skórkę chudymi, klekocącymi palcami.
Wreszcie zapłacił i pomarańcze do okienka, w którym wciąż jak w ramie bielała twarz Pity, podniósł.
— Proszę cię, moje dziecko...
Ale Pita uważała za stosowne ceremoniować.
— Nie... nie... dziękuję...
Pani Tuśka wmieszała się z grzeczną interwencją: