Dreptał i pozierał na „nóżki”, wyglądające jak maczugi owinięte płótnem. Zgrabnie podskakiwał i bił piętą w ziemię. Cucha rozlatywała się dokoła niego jak skrzydła. Głosem ochrypłym śpiewać zaczął wieczne i klasyczne
W murowanej piwnicy
Tańcowali zbójnicy...
Dopiął swego.
Publiczność zerwała się z miejsc i zaczęła przyglądać się tańczącemu jak pajacowi na linie.
Pita w zachwycie złożyła ręce.
Zewsząd dawały się słyszeć szepty:
— Tańczy! tańczy!...
Z wysoką filozofią i leciuchnym odcieniem ironii spoglądał na tę produkcję sztab kelnerów.
Oparci o ścianę, asystowali tej komedii z sennym wyrazem twarzy.