Nastało milczenie.
Tylko Nabuchodonozor pociągał noskiem, bo cierpiał na katar okropnie.
Nagle drzwi otwarły się z trzaskiem.
We drzwiach stanęła... Żabusia.
Cała była jeszcze różowa, w oczach grały dogasające namiętne blaski.
Wszyscy rzucili się do niej z krzykiem:
— Żabusia!!!
Ona witała kolejno każdego, rozsypując całusy jak grad cukierków. Opowiadała przy tym wiele o zimie i o modlących się ludziach po kościołach.
Organy pięknie grają, świec masy płoną, a Żabusia siedziała w kąciku, a potem na spacer pięknie poszła...
Zrzuciła żakiecik i przygładziła rozrzucone włosy.