Hufom owym rycerskim przecież, po znojach tak dalekiej i uciążliwej wyprawy, spoczynku nazbyt długiego używać nie dozwolił, wnet na tychże Pomorzan je powiódł, nie znosząc cierpliwie niedoprowadzenia do skutku poprzedniego zamiaru. A właściwie pobudkę mu dał do tej wyprawy nowej Świętobor, pewnym stopniem pokrewieństwa z nim złączony230, którego ród wierności władcom polskim nigdy nie dochował. Zdrajcy wtrącili go do więzienia na Pomorzu, a kogoś innego ze swoich w miejsce jego zwierzchnikiem swym postanowili. Owóż waleczny Bolesław, pragnąc krewniaka na wolność wydostać, przedsięwziął na Pomorzan całymi uderzyć siłami. Rzeczeni atoli wichrzyciele pomorscy, świadomi potęgi i odwagi Bolesława, na chytry wzięli się sposób, i sami, nie czekając jego przybycia, dobrowolnie krewniaka mu zwrócili, przez co starali się gniew jego rozbroić i nieunoszonego zapędu ramienia jego uniknąć. Po takim danym sobie zadosyć uczynieniu231 do dom wróciwszy, Bolesław umówił się z królem Węgier Kolomanem232, wszystkich władców współczesnych przewyższającym nauką obszerną, o dzień i miejsce zjazdu; król przecież Węgier następnie zawahał się z przybyciem z obawy zasadzki z jego strony. Podtenczas wszakże wygnany z Węgier Almus233, znajomy książę, znalazł był gościnne przyjęcie na dworze Bolesława. Później jednak przez wzajemne poselstwa z sobą się porozumieli, zjazd do skutku doszedł, obaj zaś monarchowie przy rozstaniu obiecali sobie braterstwo i przyjaźń niewzruszoną234.
30. O wyprawie Skarbimira na Pomorze
Tymczasem Skarbimir235 towarzysz a wojewoda naczelny236 w Polsce z zastępami swymi wkroczył na Pomorze, gdzie sławy dla oręża polskiego nabył niepomiernej, wrogom zaś szkody przyczynił a zniewagę do strawienia zostawił po odejściu swoim. Wolał wszakże, będący w mowie Skarbimir, aby mianowany był zdobywcą i burzycielem zamków i grodów, niżeli grabieżcą włości bezbronnych i zaborcą trzód. Jakoż wstępnym bojem zamku pewnego dobył, po wyprowadzeniu z którego jeńców i łupu, do szczętu go spalił.
31. Dobycie grodu Bytomia
Innym razem podobnież innego zamku dobył, nazwaniem Bytom237, skąd nie mniej chwały i pożytku odniósł jak poprzednio. Albowiem prócz łupu mnogiego i jeńców uprowadzonych, gród dotąd obronny w jedno rozległe zgliszczami pustkowie zamienił. Lecz to nie w tym celu przytaczamy o Skarbimirze, abyśmy go na równi z władcą swym i panem stawili, a prawdę dziejów mając tylko na względzie.
32. Zawarte przymierze ze Zbigniewem i po nim z kolei następująca zdrada
Mężny tedy Bolesław, za powrotem ze zjazdu z Węgrami, wezwał na zjazd inny brata Zbigniewa, a w czasie tego obaj bracia jeden drugiemu obowiązali się pod przysięgą, iż żaden z nich bez wspólnego udziału obydwóch, pokoju z kimkolwiek nie będzie zawierał ani wojny wypowiadał; na przypadek zaś starcia z wrogami pomoc nieść sobie będą wzajemną i o wszelkich potrzebach pamiętać. Po takim sojuszu uchwalonym, znowuż pod przysięgą oznaczyli dzień i miejsce, w którym wojska ich miały się połączyć, a na tym i zjazd się zakończył. Wojowniczy Bolesław jednak dla dochowania wiary układowi na dzień i miejsce oznaczone, choć z siłą niedostateczną pospieszył przybyć, Zbigniew zaś, nie tylko wiarę i przysięgę, nie przybywając, pogwałcił, ale przeciwnie jeszcze wojska na punkt ten zdążające z drogi nawrócił. Skąd prawie dla całego królestwa polskiego taka szkoda i niesława miała wyniknąć, jakiej by ani Zbigniew następnie, ani kto inny zapobiec był w stanie. Otóż, jakim sposobem przy Bożej pomocy tego niebezpieczeństwa uniknął, na karcie następnej tu zaraz na jaśnią dobędziemy238.
33. Bolesław w zasadzkę Pomorzan wpada
Trafiło się, iż szlachcic pewien, na pograniczu kraju zbudowawszy kościół, na jego poświęcenie zaprosił do siebie panującego w dość młodzieńczych jeszcze latach książęcia Bolesława wraz z rówiennikami, którymi się otaczał. Dopełniło się tedy poświecenie duchowne, a do tego się przyłączyły gody weselne. Lecz czy się to Bogu nie podobało obok rzeczy świętych zabawianie się uciechami cielesnymi, czy chciał upomnieć z innego względu, dość, że na wniosek źle wróżący zawsze naprowadzały skutki zaszłe wkrótce, a pełne przestróg na podobne zdarzenia. Jakoż byliśmy tego nieraz sami świadkami, iż gdzie tylko tak były złączone jednocześnie poświęcenie kościelne, potem zaślubiny i wesołe gody idące za tymi, znalazły się wnet jakieś rozruchy i mężobójstwa, a to wraża239 przekonanie240, iż nie jest dobrze ani godziwie zwyczaj taki naśladować. Ale tego nie mówimy na potępienie godów i uciech z nimi złączonych, tylko rzecz idzie o zastosowanie wszystkiego do miejsc i pory właściwej. Dowodny tego przykład właśnie na poświęceniu kościoła w Rudzie241, przy którym palec się Boży ukazał242; nie brakło tam bowiem i mężobójstwa, a nie tajno, iż jeden ze sług dworskich dostał obłąkania, owszem sami nowożeńcy mieli żyć z sobą potem nie najlepiej, a raczej powiedzmy, w stadle małżeńskim roku jednego z sobą nie dożyli. Zamilczmy już jednak o cudach, a snujmy dalej pasmo naszego opowiadania. Bolesław wojak tedy, przekładający zawsze rycerską albo myśliwską zabawę nad biesiadę i hulatykę, zostawiwszy naówczas całą starszyznę i drużynę godową przy uczcie, z dobraną garstką towarzystwa wybrał się do lasów na łowy; gdzie przecież łowców srogie przeciwieństwo spotkało. Około tegoż bowiem czasu Pomorzanie puścili byli zbójeckie zagony po Polsce, paląc i łupiąc, a setki jeńców w łykach243 prowadząc za sobą. Na taki widok haniebny, podpadły sobie pod oczy, wrący wojennym zapałem Bolesław, na podobieństwo lwa, który bijąc się po bokach ogonem, wściekłość swą objawia, już nie czekał na starszych dowódców ani na wojsko, lecz tak jak lwica, po porwaniu szczeniąt sobie, spragniona krwi porywców, skoczył przeciw wracającym z gonitwy pohańcom244, a w mgnieniu oka za dobyciem miecza na różne strony bandę ich rozproszył. Coraz dalej wszakże a dalej zapędzając się za nimi w pogoni, bezwiednie wpadł w zasadzkę na siebie zastawioną, przez co na stratę się naraził niepowetowaną. Pomimo to, chociaż w swym poczcie myśliwskim liczył zaledwo 80, i to po większej części w wieku środkującym między laty dziecięcymi i młodzieńczością, a przeciwników liczba do 3000 wynosiła, nie ratował się ucieczką, ani się zawahał wobec takiego mnóstwa, lecz jednym skokiem między zbrojną ich gromadę obces245 się rzucił. To, co powiem następnie, dziwnym się wyda niejednemu, a nawet trudnym do uwierzenia, co, nie wiem, zbytniej jego zarozumiałości albo odwadze winno się przypisać, iż gdy swoich wszystkich prawie utracił, jednych zasłanych trupem, drugich w rozsypce od siebie odstrzelonych, mając zaledwo czterech, którzy dotrwali przy jego boku, przez zwartych jak najściślej wrogów po raz drugi się przebił i gdy zamierzał raz trzeci opędzić ich wkoło, któryś z jego towarzyszów, na widok wyprutych wnętrzności z jego konia, wlekących się po ziemi, zawołał nań błagalnie: „Zaniechaj, panie, zaniechaj wszczynania walki powtórnej! Miej wzgląd na siebie, miej wzgląd na ojczyznę, mojego konia dosiądź, lepiej że ja tu polegnę, niżeli abyś ty, zbawienie Polski, ginął!” To słysząc, ledwo gdy pod nim koń się obalił nareszcie, do namowy rycerza się przychylił, a wtem nieco z pobojowiska na bok się usunął. I gdy widział za ciężki trud na siebie, a Skarbimir, hetman rycerstwa, z pozostałymi w pomoc nie przybywał, prawie już zwątpiał zupełnie o możliwym zwycięstwie. Skarbimira wszakże na innym miejscu zatrzymała przygoda krwawa, albowiem, czego bez istotnego rozrzewnienia wymówić nie możemy, rażony pociskiem, światło prawego oka na zawsze postradał. Ci zaś, których przy uczcie wieść dobiegła o tym, co zaszło, jak kto stał, ze zbrojną pomocą swoim spieszył na plac bitwy. A gdy stanęli na miejscu, ujrzeli Bolesława z garstką 30, których skupić obok siebie zdołał, niezabierającego się przecież bynajmniej do ucieczki, lecz z wolna przeciwnie posuwającego się w tropy wrogów, którzy z placu uchodzili. Działo się to jednak w takim sposobie, iż ani pohańcy, nie schodząc z pola, walki nie ponawiali, ani nasi strudzeni nie ścigali ich natarczywie. Osłupieli bowiem pohańcy na tak zuchwałą młodzieńca odwagę, a powstrzymać się nie mogli od wyznania z pochwałą tegoż, że tak szczupłymi siłami stawiąc246 czoło, tyle dokonywał, a dał się im w znaki rzeczywiście, gdy oni w wielkim mnóstwie zgromadzeni, dawszy już tyle ofiar, jeszcze o zwycięstwie pomyśleć nie mogli. „Cóż to będzie z tego młodzieńca247 — mówili — jeżeli dłużej pożyje? A jeśli większe siły w pole wyprowadzi, któż mu się oprzeć potrafi?” I tak poganie, utyskując nad stratą poniesioną, a zarazem szemrząc obawą takiej dzielności doświadczonej, wrócili obładowani raczej smutkiem niżeli zdobyczą. Z rodaków zaś własnych przybyło wielu nazajutrz do Bolesława, raczej niosąc mu pociechę niżeli pomoc wojenną. Zwłaszcza przedniejsi dostojeństwem, ubolewali srodze nad marnym zginieniem tylu szlachetnych rycerzy, a lubo248 z uszanowaniem, strofowali Bolesława o takie zuchwalstwo niedarowane249. Syn Marsa jednak ani przyjaznym uchem wysłuchiwał upomnień swych karcicieli, ani okazywał żal z powodu zuchwalstwa, jakiego się dopuścił, lecz domagał się tylko po nich, by mu pomogli do bojów nowych a pomszczenia na wrogach na dowód wierności swojej. Zbroja też Bolesława tylu razami była pocięta na wszystkie strony, a szyszak potłuczony i pogięty tylu uderzeniami dzid i mieczy, iż zbolałości i sińców po całym ciele jego nie można się było spodziewać uśmierzenia i zatarcia po wielu jeszcze dniach dalszych. Stąd to mniej także nieco ubolewał nad stratą młodzieży swej w boju utraconej, niż w porównaniu się ucieszył z powodu rzezi sprawionej między wrogami a porządnej nauczki tymże danej. Jakoż na jednego poległego lub ranionego ze strony Bolesława można było odrachować z Pomorzan znaczną liczbę.