On najpiękniejsze na niebiosach gwiazdy

Klnie, że zdradzają ścieżki jego jazdy.

Zbiegając z góry nim konia nawrócił,

Spojrzenie straszne, jak ostatnie rzucił.

I wybiegł znowu, znowu w górę skoczył.

Wtem nagle stanął, konia w bok zatoczył,

I patrzy z góry, na strzemionach staje,

Czegóż on patrzy, tam, w oliwne gaje?

Księżyc na nowiu wschodzi zza gór grzbietów,

Błyszczą nad miastem lampy minaretów,