Jego wzrok, jego twarz na kształt pieczęci

Wciśnione czułem w głąb mojej pamięci.

I długo w uchu huk kopyt słyszałem

Czarnego konia lecącego czwałem.

Spiął ostrogami, wbiegł na wierzch opoki

Ocieniającej głębinę zatoki,

Obleciał wkoło, znowu na dół gonił.

Skałą od moich oczu się zasłonił.

Zgadłem, dlaczego: temu, co ucieka

Jest obrzydliwą źrenica człowieka,