Wziął go przelotny strach, nagle poskoczył
Śmiało jak młodzik spragniony wawrzynów,
A nieostrożnie jak motyl, gdy zoczył
Świecy zdradny blask — lufy karabinów
Porwał i w piersi całą mocą wtłoczył
Bagnety, które mu zabiły synów;
Spojrzał na swoich gromadkę kochaną
I wytchnął życie jedną wielką raną.
CXIX
I dziw powiedzieć, że ta znieczulona