A czasem sierpień. W kalendarzach zamęt,
Z którego nic się nie potrafi wypiec.
Muzie zostawiam niebieski firmament
I ów słoneczny kaloryfer czy piec,
Bo barometrem moim jest — parlament.
Chociaż niejeden radykał nań gada,
Z jego się sesyj kalendarz układa.
XLIV
Jakiż tłum karet, powozów i koczy682,
Gdy końca sesji godzina uderzy,