Jak rosa po trawie o ranku.

Westchnienie mnichowi poświęćmy w ofierze,

Niech Bóg go wybawi z katuszy,

Jakie bądź są jego codzienne pacierze,

O spokój dla biednej proś duszy.

XLI

Głos jej przycichnął, a niknące tony

Marły na strunach pod dotknięciem dłoni,

Nastała owa pauza, gdy zgłuszony

Śpiew ostatkami dźwięków w uchu dzwoni,