Statek; maszt na nim z wiosła był zrobiony,

A żagiel z kołder pysznie się wydymał,

Niby na rei, sznurkiem utwierdzony.

Ocean huczał, pienił się i zżymał,

Przez burt przewalał, więc strach był niepłony.

Ludzi im było żal, lecz równie masła

I chleba, których drużyna nie spasła.

LXII

Ogniście wstało słońce i czerwono,

Krwawy posłannik wracającej burzy.