Powracający z oliwką, to zważcie:
Nie zjadłbyż człowiek, który sześć dni pości,
Oliwki, mięsa z ptaszyny, ba!... kości?
XCVI
O zmierzchu zadął wiatr, lecz już nie szalał,
Gwiazdy się w chmurnym niebie roziskrzyły,
Łódź gnała, ale w rozbitkach duch malał,
Bo w kraj nieznany losy ich pędziły.
W dali szmat ciemny — jak ląd — niebo walał,
Jakieś ławice z mgieł oko mamiły,