Dwóch nie-pływaków zaraz wir pochłonął
I tylko jeden Juan nie utonął.
CVII
Lecz by nie dobił do brzegu bez wiosła,
Które dłoń jakaś opiekuńcza dłoni
Jego, jak deskę zbawienia, przyniosła,
Gdy w dół strącony pogrążył się w toni,
Choć już mogiła mu nad głową rosła,
Fale dudniły niby tabun koni,
On, tego drewna dzierżąc się, nad grzywy