Cóż począć! Pani nie chciała przez grzeczność

Przeszkadzać snowi, który trwał jak wieczność.

CXLVII

On spał bez przerwy; twarz mu wycieńczaną

Gorączki ciemne ognie spłomieniły

Jak owe, co na śnieżnych szczytach płoną,

Na skroniach sine, niewyraźne żyły

Słabym prężyły się życiem, a słoną

Wodą zlepione włosy, pełne zgniłej

Trawy, splątane, w gęste kłęby zbite,