Trafili właśnie na tę chwilę miłą,

Gdy księżyc wyjrzał, a słońce się kryło.

CLXXVII

Był brzeg ponury, na łup fal podany,

Z piaskami w dole, a skałami w górze,

O które czołem tłukły huragany,

Z zatoką, której nie tykały burze,

Kędy się chronił okręt skołatany.

U skał ocean wył w ponurym chórze:

Wiatrów; w dni tylko parne, letnią porą,