Falą spadały na jej kostki zgrabne.

LXXIII

Wpół rozwinięty warkocz do stóp spływa,

Niby alpejski potok, gdy zrzucony

Z gór, pierwszym dziennym blaskiem rozelśniewa,

Byłby ją okrył całą — rozpuszczony,

Ale jest więźniem. Zda się, że go gniewa

Podtrzymujący, z jedwabiu pleciony

Koszyk i chciałby zerwać siatki sznury,

Gdy dmuchnie zefir chłodzącymi pióry233.