Woła — to Lambro, ojciec, klęknij ze mną;

On nam przebaczy, o tak, ojcze — panie,

Patrz! Gdy mi w oczach to jasno, to ciemno

Z szczęścia i trwogi, gdy pocałowanie

Na rąbku sukni składam, czyż daremno

Proszę, czyż bać się mam ojca własnego?

Zrób ze mną, co chcesz — lecz oszczędzaj jego!”

XXXIX

Stał nieugięty mąż z hardością skały,

Spokojny wzrokiem, chłodny tonem mowy,