Blask lamp był blady i jakby omdlały
I snu aniołki chwiały się skrzydlate
Nad każdym ciałem; jeśliby istniały
Duchy, w tej chwili, strojne w pyszną szatę,
Przyszłyby, grobów odrzuciwszy skały,
Tu pląsać, dobrym obdarzone gustem,
Zamiast gdzieś tłuc się po zamczysku pustem.
LXV
Spały wokoło rozkoszne i śliczne,
Jak różnej barwy i woni, ogrzane