Uśmiechała się jak księżyc przez chmury,
Co idzie, ledwie przysłoniwszy wdzięki,
A otula się w swój płaszcz srebrnopióry,
Kiedy już bliska owa nocy chwila,
Gdy mrok wstydliwy z jutrznią się przesila.
LXVII
Nie jest to żadna z mej strony przesada,
Bo była noc, jak rzekłem wyżej pono;
Twarzyczka trzeciej była taka blada
Jak twarz śpiącego smutku; tylko łono