— Jak myślisz, do czego to służy? — zapytała Julia.
— Do niczego. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek go używano. To mi się właśnie podoba. Okruch historii, o którym zapomnieli. Wiadomość sprzed stu lat, gdybyśmy tylko umieli ją odczytać!
— A ten obrazek — wskazała głową rycinę na przeciwległej ścianie — też jest taki stary?
— Starszy. Myślę, że może mieć dwieście lat. Ale nie mam pewności, dziś nie da się tego sprawdzić.
Podeszła, żeby przyjrzeć mu się z bliska.
— O, tutaj bestia wystawiła nos. — powiedziała, kopiąc w listwę dokładnie pod obrazkiem. — Co to za miejsce? Już to gdzieś widziałam.
— To kościół, w każdym razie dawniej ten budynek był kościołem. Kościół świętego Klemensa. — Przypomniał mu się fragment wierszyka, którego nauczył go pan Charrington. Dodał nieco nostalgicznie: Biją dzwony u Klemensa, że mi jesteś winien pensa.
Ku jego zaskoczeniu, Julia podchwyciła:
Pomarańcze i cytryny, biją dzwony u Marcina.
Biją dzwony u Klemensa, że mi jesteś winien pensa.