Toć znacie, ojcze Benedykcie,

to nasze wielkie podwórzowe psisko —

kiedy się wczoraj udali parobcy

z nim na zasadzkę, krztynę239 po północy,

przyszedł ów człowiek i walił do bramy.

Wtedy to oni puścili nań dogę240,

ta jednak, zamiast żeby go opadła,

podbiegła k’niemu, skowycząc z radości,

i położyła się u nóg przybysza.

Benedykt