Na tak wesołych dyskusjach niepostrzeżenie upływał nam czas. Nie sarkaliśmy nawet zbytnio na infamię120 jadła i napoju w Garillano. W powozie spytała mnie piękna dama (na której już afekt mój na dobre zaczynał się rozpalać), czy zamierzam długo zabawić w Rzymie. Odrzekłem, że nie wiem, lecz że nie mając wcale znajomych, obawiam się śmiertelnej nudy.

— O! — rzekła. — Nowi ludzie są w Rzymie zawsze mile widziani.

— Więc mogę mieć nadzieję, że mi pani pozwoli złożyć jej w Rzymie moją najpokorniejszą atencję?

— Zaszczyt to będzie dla nas! — dodał mąż.

Piękna pani zapłoniła się lekko, lecz udałem, żem tego nie spostrzegł.

W Terracinie dano nam pokój z trzema łóżkami: jedno było szersze i stało między dwoma węższymi. Rzecz prosta, że obie siostry zajęły szerokie łóżko, my zaś z adwokatem mieliśmy objąć w posiadanie oba wąskie. Skoro tylko panie się rozlokowały, położył się adwokat, a ja przyłożyłem się też na moim łóżku, stojącym mniej niż o pół łokcia od łóżka pani. Obrócony sumiennie do ściany, spostrzegłem jednak, że pani, która mi się tak niezmiernie podobała, zajmuje miejsce od mojej strony. Czy przypadkiem? Moja zarozumiałość szeptała mi, że nie było to dzieło przypadku. Zgasiłem światełko, lecz usnąć ani rusz nie mogłem. Po głowie chodził mi plan śmiały, lecz wielce niebezpieczny... Gdy tak biję się z myślami, spostrzegam w bladawej jasności, wpadającej z zewnątrz do pokoju, jak moja sąsiadka wstaje, okrąża łóżko i kładzie się do łóżka swego męża, który najwidoczniej śpi jak kamień, gdyż nie słyszę nawet najlżejszego szmeru. Przejęty wstrętem i zirytowany jak sto diabłów, postanawiam spać — i istotnie zasypiam twardo, budząc się dopiero nad ranem.

Wstałem bardzo wcześnie. Spostrzegłem moją śliczną lunatyczkę śpiącą znowu na swoim miejscu — i wymykam się cichaczem. Udałem, że mnie strasznie zęby bolą, unikając przez to wszelkiej w ogóle rozmowy. Minęliśmy Piperno. Ja wciąż milczę jak pień. Piękna dama zaczyna przekomarzać się ze mną, że w mój ból zębów nie wierzy. Ja wciąż nic. W Sermonecie wypada nocleg. Przed spaniem nie mogłem wykręcić się od zaproponowanej przechadzki. Podałem jej ramię. Poszliśmy. Za nami szli mąż i jej siostra. Gdyśmy ich nieco wyprzedzili, odważyłem się spytać, dlaczego posądzała mnie o udawanie, że mnie zęby bolą?

— Zbyt nagła zmiana nastąpiła w pańskim usposobieniu.

— Nie bez przyczyny.

— Doprawdy? Może z mojej?