— Nie powiem ani tak, ani nie. Nie mam do tego prawa.

— Dobrze. Niech pan nie mówi. Pozwoli pan jednak zrobić sobie uwagę, że należy ukrywać zbyt nagłe zmiany w usposobieniu... mogące dawać do myślenia... Ofiara to może ciężka, lecz kto się na nią zdobędzie — dodała zalotnie — pewny być może wdzięczności, szacunku i... sympatii.

Mowa ta uczyniła na mnie silne wrażenie; czułem, że mi krew policzki rozpala — pochyliłem się do jej ręki, błagając o przebaczenie. Gdym atoli podniósł znów na nią oczy, spostrzegłem na jej cudnej twarzy wyraz tak łaskawy i przyjazny, a w spojrzeniu tyle słodyczy i... uczucia, żem usta przeniósł błyskawicznie z ręki jej na jej usta, przechodząc od udręki do najżywszej radości.

Za powrotem nie byłem w stanie ukryć rozpromieniającej mnie uciechy i udawać dalej zasępienia. Tedy jowialny adwokat nie szczędził docinków o „strasznym bólu zębów”, co go spacer w mig i jakże cudownie wyleczył!

Velletri... Marino... Jużem był z moją piękną znajomą na najlepszej stopie. W powozie siedzieliśmy naprzeciw siebie. Wystrzegając się zbyt wymownych spojrzeń, tym gorliwiej wyznawałem jej nóżce to wszystko, co do czasu musiało spoczywać pod ciężką na ustach pieczęcią121.

Dowiedziałem się, że w Rzymie adwokat mieszkać będzie z żoną u swojej teściowej, która córki nie widziała od czasu ślubu, to jest od dwóch lat; siostra zaś pani mego serca ma w Rzymie poślubić urzędnika bankowego. Na jednym z popasów mieliśmy do rozporządzenia dwa pokoje o jednym łóżku każdy; mniejszy zajęły panie, w większym położyliśmy się ja i adwokat. Westchnąwszy do pani mego serca, postanowiłem spać do rana jak suseł. Gdzieżby tam! Sto, tysiąc planów, jeden szaleńszy od drugiego nie dawały mi zmrużyć oka. Łóżko trzeszczy niemiłosiernie; co spróbuję się podnieść, to łoskot budzi mego towarzysza noclegowego, który machinalnie maca ręką, czy ma mnie przy sobie, i znów zaczyna chrapać w najlepsze. Wtem, nagle, kiedym już wszelkim fortelom chciał dać za wygraną, rozlegają się na ulicy strzały i w ślad za nimi okrutne wrzaski. Co się stało? Co takiego? Po schodach zaczynają dudnić przyspieszone kroki i ktoś wali pięścią w nasze drzwi. Adwokat zrywa się przerażony, panie zaczynają wołać o światło ze swego pokoju. Ja udaję, że jestem tak rozespany, iż pokazać się nie mogę w całej sytuacji i bynajmniej nie spieszę się szukać świecy. Tedy adwokat wyskakuje z łóżka, narzuca coś nie coś na siebie i wybiega na schody. Wtedy ja, przymykając za nim drzwi, naciskam je rozmyślnie, a niby przypadkiem, tak mocno, że zamykają się na zatrzask i nie ma sposobu otworzyć ich bez klucza. Wówczas zaczynam uspokajać panie, tłumacząc, że adwokat niechybnie zaraz wróci i powie nam, co znaczyły te piekielne hałasy. Uspokajając, nie tracę czasu i posuwam się coraz dalej i dalej, tym odważniej, że opór jest nader słaby. Pomimo zachowywania czujnej ostrożności łóżko się załamuje i leżymy wszyscy troje wśród desek i materaców na podłodze. W tym krytycznym momencie adwokat zaczyna dobijać się do drzwi. Idę po omacku powiedzieć mu, że drzwi się zatrzasnęły, a klucza nie ma. Podczas gdy z nim przez drzwi gadam, obie panie stanęły za mną i przysłuchują się; rzucam ręką za siebie; źle trafiłem, bo mnie odepchnięto; sięgam od drugiej strony z większym powodzeniem. Ale oto klucz już chrzęści w zamku. Panie pierzchają do siebie, adwokat wkracza i idzie je uspokajać. Spostrzegłszy je leżące w ruinach łóżka, pęka ze śmiechu, wołając, abym przyszedł spojrzeć. Ja, w mej skromności, wymawiam się... adwokat opowiada, że to pijani żołnierze wszczęli diabelską burdę, na szczęście szybko bardzo zażegnaną. Opowiedział, wykomplementował mnie za moją powściągliwość i zasnął. Za kwadrans cisza zapanowała w obu pokojach kompletna. Alem spać nie mógł od wzruszeń i wrażeń zaznanych... Nazajutrz wynagrodził mi wszystko wyraz oczu mojej pani, pod których gorącymi wejrzeniami tajało mi serce. Siostra jej boczyła się nieco na mnie, oczywiście za fatalną nocną przygodę, alem dołożywszy usilnych starań, zły jej humor powoli rozproszył.

Po przybyciu do Rzymu pospieszyłem złożyć wizytę donnie Cecylii, matce mojej ubóstwianej Lukrecji. Zgoliłem brodę i nosiłem się ściśle „po rzymsku”. Względy donny Cecylii pozyskałem bez trudu. Prosiła, abym jak najczęściej ją odwiedzał. Jednocześnie zajął się gorliwie moją osobą kardynał Aquaviva122 i wprowadził w najwyższe sfery kleru rzymskiego. Osobliwie wiele względów okazywał mi wielebny ojciec Georgi, ucząc mnie, jak orientować się wśród labiryntu intryg papieskiego dworu, jak zwłaszcza unikać różnych niebezpieczeństw czyhających na nowicjusza na śliskim gruncie rzymskim. Zdziwiłem się, że wie doskonale o częstym moim bywaniu u donny Cecylii; radził mi znajomości tej nie kultywować zbyt gorliwie. „Pamiętaj — mówił — że największym wrogiem rozsądku jest serce!” Jakby piorun trzasł we mnie. Czułem, że kocham moją Lukrecję nad życie.

U donny Cecylii z lekka mnie prześladowano moim widocznym zajęciem się donną Lukrecją. Adwokat żartował; donna Cecylia radziła mu żartobliwie nie polegać zbytnio na własnej... zarozumiałości. Napisałem do pani mego serca odę i przesłałem jej przez męża. „Żona moja — mówił mi w parę dni potem — umie piękny utwór pański na pamięć; recytowała go narzeczonemu siostry, który omal ze skóry nie wyskoczy, tak pragnąłby pana poznać”. Zacząłem bywać coraz rzadziej; adwokat osypał mnie wymówkami. „Przez to — zapewniał — nie wytłumaczysz pan nikomu, żeś nie jest w żonie mojej zakochany”. I zaprosił mnie bardzo gorąco na wycieczkę na Monte Testaccio123. Złożyło się wracać z niej sam na sam z Lukrecją w faetoniku124 dwuosobowym. Lecz, niestety, jazda trwała tylko półgodziny! Wywdzięczając się, zaprosiłem całe towarzystwo na zamiejską wycieczkę. W przepysznych humorach spożywaliśmy wyborny obiad w oberży opodal willi Ludovisi125, po czym towarzystwo rozsypało się po ogromnym parku, dając sobie rendez-vous126 znowu w austerii127 zajazdu. Donna Cecylia, jak przystało i jak delikatność nakazywała, przyjęła ramię zięcia, Angelika, siostra mej najdroższej Lukrecji, miała za nieodstępnego towarzysza swego narzeczonego; dzieci, Urszulka i jej braciszek, popędziły przodem; daleko za całym towarzystwem zostaliśmy: ja i pani mego serca. Po kwadransie byliśmy już poza czyimkolwiek wzrokiem i słuchem.

Zacząłem, nie tracąc chwili, przekładać jej, jak nieskończenie wiele jej zawdzięczam, aż do tego oto sam na sam włącznie. Wyznałem, że jest pierwszą moją miłością.

— Pierwszą! — zawołała. — No, to nie wyleczysz się z niej nigdy. Ach, czemuż nie mogę być niepodzielnie twoją! I ja ciebie pierwszego w życiu kocham; ty też będziesz moją ostatnią miłością... Szczęśliwe będą te, które będziesz kochał po mnie. Nie pałam o nie zazdrością; ciężko mi tylko pomyśleć, że żadna z nich nie będzie cię tak tkliwie i płomiennie kochała jak ja.