„Listy te, które ja pierwszy oddaję do rąk szerokiej publiczności, wierzę święcie, iż rzucą nieoczekiwane światło na Casanovę, tego wręcz wyjątkowego człowieka, to jest takiego, który byłby wyjątkowym człowiekiem w każdym kraju, w każdej w ogóle epoce. Dowiodą te listy, sądzę, niezbicie, że musiało być w Casanovie coś więcej i coś wartościowszego ponad piękną prestancję47 urodziwego mężczyzny, ponad wirtuozowską zręczność pogromcy serc i uwodziciela, ponad niejako zawodowość szczęśliwego amanta. Musiało w nim być coś, co nie tylko kładło mu kobiety w ramiona, lecz zarówno za młodu, jak i wówczas, gdy ciążyło na nim spore już brzemię lat — dawało mu kobiet najszczersze uczucia, przywiązanie, sympatię, szacunek, poświęcenie, a to ze strony kobiet zarówno młodych, jak starych, bardzo inteligentnych i bardzo przeciętnych, niepospolicie głośnych, tudzież niepospolicie rozumnych i utalentowanych”.

Kto z kobietami dużo miał do czynienia, odczytywać będzie nie bez wzruszenia i nie bez głębszych refleksji listy takiej np. szczerej, prostej, a jakże wiernej i kochającej Franczeski Buçohim, „uściskującej z całego serc” przez lat tyle... „takiego” Casanovę! „Vous avez bien raison de vous aimer car vous étes très intéressant et aimable. Vous avez tort de croire qu’on ne vous aime pas48 — pisała do siedemdziesięcioparoletniego Casanovy ostatnia w życiu jego kobieta, Eliza von der Recke, „naturalna” siostra księżnej Doroty Kurlandzkiej, uosobienie, to prawda, egzaltacji nerwowej, ale bądź co bądź jedna, jeżeli nie z gwiazd, to z gwiazdek XVIII wieku.

*

Memuary Jana Jakuba Casanovy de Seingalt należą do pereł literatury pamiętnikowej.

Nie są, ani słowa, lekturą dla pensjonarek... Lecz tyle jest przecie innych, a prześlicznych utworów wierszem i prozą, jakby stworzonych na nagrody szkolne w niebieskiej lub czerwonej oprawie ze złoconymi wyciskami! Zostawmy Pamiętniki Casanovy, nie urągając im i nie złorzecząc, w spokoju na półce bibliotecznej, na miejscu — honorowym. Cenne są jako dokument historyczny sporej wagi, tudzież jako utwór nieskazitelnie „stylowy”.

Przy całej swej formie powieściowej i treści nieraz bardzo drastycznej, nie współzawodniczą one bynajmniej i wyłącznie z takimi li tworami jak Il Decameron Boccaccia49 lub romans Louveta de Couvray50 Les amours du chevalier de Faublas. Rychlej już dadzą się pamiętniki Casanovy porównać pod względem werwy i ujmowania przedmiotu z autobiografią Benvenuta Celliniego51, a pod względem otwartości z Wyznaniami Jana Jakuba Rousseau52. Rzecz jednak główna i zasadnicza w tym, że w memuarach Casanovy zajmuje szeroki i mistrzowski obraz obyczajów i i zwyczajów prawie tak wielkie i wybitne miejsce, jak historia w pamiętnikach Ksenofonta, Cezara lub Jeffersona53. Ta właśnie kulturalno-obyczajowa duża wartość pamiętników Casanovy stanowi główny ich tytuł do sławy i niewygasającej świeżości.

Dzisiejszym naszym upodobaniom może nie odpowiadać jedynie chyba tylko „rozwlekłość” niezmiernie drobiazgowej narracji Casanovy. Aczkolwiek opis np. ucieczki spod więziennych ołowianych dachów weneckich skreślony jest z mocą dramatyczną, której by Casanovie mógł szczerze pozazdrościć niejeden pierwszorzędny powieściopisarz współczesny. Przypomnijmy, że zupełny tekst Pamiętników Casanovy w monachijskim najwzorowszym wydaniu J. Müllera obejmuje czternaście tomów, a najlepsze wydanie francuskie świeżej daty (1910, Paryż, Garnier Frères), wzorowane na pierwszym wydaniu włoskim Brockhausa, liczy zwartego druku tomów osiem. Zapoznanie się od deski do deski z taką obfitością choćby najświetniej prowadzonego opowiadania wystawiłoby na zbyt ciężką próbę ciekawość czytelnika teraźniejszego, a przede wszystkim jego czas, rozbity dziś na tyle różnorodnych, a terminowych zajęć.

Książka, którą pozwalamy sobie oto złożyć w ręce publiczności naszej, jest jakby spacerem po ogromnych Pamiętnikach Casanovy. Poszczególne rozdziały, stanowiące w odpowiednim streszczeniu zamkniętą w sobie całość, niby nowele samoistne i obrazki, ukazują całe ich bogactwo, wyrazistość i wdzięk. Dają pełne wyobrażenie o całości tego jedynego w swoim rodzaju kalejdoskopu, potrząsanego z niezmierną zręcznością przez istnego „magika” galanterii, zalotności, sentymentu, bezczelności i dowcipu.

Cz. J.

Zakopane, na Antałówce, willa Witkiewicza, sierpień, 1920 roku.