— Byłby to wielki grzech! — zawołałem.
— Tak też mi powiedział mój spowiednik. Piękna twarz, mówił, jest odbiciem pięknej duszy, jest przednim darem Stwórcy, za który dziękować Mu trzeba nieustannie, nie zaś przeciwnie, starać się siebie własnowolnie oszpecać. Byłaby to, mówił, wielka względem Pana Boga niewdzięczność.
— A kiedy — spytałem — znów masz zamiar iść do spowiedzi?
— Jutro rano.
— Wybornie! A masz na sumieniu jaki ciężki grzech?
— Nie, żadnego nie mam...
— Nic tedy nie będziesz miała do wyznania swemu spowiednikowi? Postarajmy się...
Położyła mi szybko rączkę swą na usta. Za chwilę donna Ignacja była na moich kolanach, a znowu za chwilę nie ja trzymałem ją na sobie, lecz odwrotnie. W decydującym zaś momencie donna Ignacja zrywa się, biegnie przed wiszący na ścianie obraz Matki Boskiej i pada przed nim na kolana. Wiedzieć trzeba, że w każdym mieszkaniu w Hiszpanii musi obowiązkowo znajdować się obraz Matki Boskiej. Zazwyczaj wisi w rogu pokoju lub izby, w szafce mającej od frontu zasłonę.
Podczas gdyśmy byli ze sobą, obraz Madonny był odsłonięty... Ignacja, pomodliwszy się, ściągnęła zasłonę i przyszła znowu usiąść przy mnie; była niezmiernie wzburzona.
— Co ci jest, dziecko moje? — spytałem.