— Możesz śmiało! — uspokajała ją Ignacja. — Pan Casanova jest najprzyzwoitszym i najzacniejszym kawalerem w całej Hiszpanii.
Tedy przebrałem kuzynkę tak zręcznie, że nikt by się nie domyślił kobiety. Siostra jej zaczęła mnie wypytywać, czy potrafię ubrać tak zgrabnie kobietę, jak mężczyznę.
— Jeśli donna Ignacja pozwoli — odparłem — chętnie bym złożył jej dowody mojej eksperiencji289. Ubiorę ją w domino.
Gdy nastąpiła zgoda, udaliśmy się we dwoje do przyległego pokoju. Zamknąłem drzwi na klucz i zabrałem się do dzieła, z powolnością aż nadto usprawiedliwioną. Rozebranie, rzecz prosta, zabrało mi o wiele mniej czasu niż ubieranie. Kuzynki niecierpliwiły się. Nareszcie ukazaliśmy się... przekładając, iż domino rozdarło się i trzeba było je zaszywać. Kuzynki w śmiech... Ja byłem w siódmym niebie i nie ukrywałem mego ukontentowania290.
Przetańczyliśmy kadryla; potem wśród zabawy czas zbiegł tak szybko, żeśmy się ani spostrzegli, jak przyszła pora kolacyjna. Zjedliśmy kolację, a gdyśmy nareszcie przybyli na salę balową, była już północ. Wchodzimy, a tu muzyka przestaje nagle grać, pary się rozprzęgają, światła zaczynają gasnąć... Co się stało? Co takiego?
— Popielec! Post. Z zabawami i tańcami basta aż do Wielkiejnocy!
Zaproponowałem wrócić do mnie i tam się jeszcze zabawić. Panny zgodziły się chętnie. Donna Ignacja zapragnęła tylko wpierw wstąpić do kawiarni, aby się lodami ochłodzić. Wchodzimy do kawiarni, a tu wita nas uniżenie don Francisco. Czatował na nas; Donna Ignacja przyjmuje go nie tylko ozięble, wręcz impertynencko. Lecz wypadło go poprosić do kompanii, a potem odwieźć najprzystojniej Ignację do rodziców. Zdążyła mi tylko szepnąć, że mnie kocha...
Pilne sprawy powoływały mnie niebawem potem do Aranjuezu291. Stamtąd napisałem do mego wysoko urodzonego łaciarza, aby mi się wystarał o kwaterę, złożoną z umeblowanego pokoju i alkowy, tudzież zgodził dla mnie służącego. W parę dni potem otrzymałem adres mego nowego mieszkania. Była to własna kwatera ojca donny Ignacji. Wprowadziwszy się do niej, zaprosiłem mego gospodarza-hidalga raz na zawsze na obiad, gdyż nie znoszę jadać sam. Dziękował gorąco, zastrzegł jednak, że zastępować go przy moim stole będzie córka, ilekroć pilne zajęcia nie pozwolą mu obiadować ze mną.
Już nazajutrz, miałem przy stole vis-à-vis292 siebie donnę Ignację. Gdym ją osypywać zaczął komplementami, posmutniała i rzekła:
— Ach, cóż mi z tego, żem podobno ładna! Są chwile, że wolałabym być brzydka jak szatan. Umyślnie chodziłam do przyjaciółki chorej na ospę, aby się zarazić...