— Szlachcianki!
Kuzynki były wręcz okropne. Starsza podobna była jak kropla do kropli do Dulcynei z Toboso286, jak ją opisał Cervantes; druga miała wzrost, postawę i maniery dragona287 w spódnicy. Swoją drogą nie było mi przykro, że donna Ignacja takie właśnie wybrała sobie towarzyszki. Było to dobrą oznaką. Kobieta obojętnego jej mężczyznę dopuści do najpiękniejszej nawet niewiasty, natomiast takiego, który zaczyna ją obchodzić, pokaże tylko szpetnej co się zowie.
Zaprosiłem do siebie na obiad donnę Ignację i obie jej kuzynki. Gdyśmy dobrze z kieliszków pociągnęli, przyszła mi do głowy dziwaczna myśl.
— Zatańczmy — rzekłem — kadryla! Lecz do tego, aby poszedł gładko i raźnie, trzeba, aby najroślejsza z pań przebrała się po męsku.
Młodsza kuzynka aż wzięła się za głowę.
— Grzech! Grzech! — jęła wołać. — Nigdy się nie zgodzę wziąć takiego grzechu na sumienie.
Ignacja, znająca na wylot wszystkie „święte” legendy, uspokoiła jej skrupuły przypomnieniem, że przecież błogosławiona Maryna288 przez całe swoje życie chodziła w męskim ubraniu.
— Zgoda wreszcie — odparła płochliwa kuzynka. — Któż mnie jednak przebierze?
— Ja, jeśli pani pozwoli — pośpieszyłem wtrącić. — A nawet nikt inny w tym towarzystwie nie mógłby mnie zastąpić.
— Ach, mój Boże!...