zaświatach się tai;
a serce wasze — jak ziarno drzemiące pod śniegiem — marzy o wiośnie.
Ufajcie marzeniom, bowiem w nich się ukrywa wejście w wieczyste.
Wasz strach przed śmiercią jest jako drżenie pasterza, co stoi przed majestatem króla, który mu za chwilę rękę na ramieniu położy, zaszczyt mu czyniąc.
Lecz głębiej niźli drżenie, czyż to nie radość pasterza przenika, iż wkrótce królewski będzie nosił znak?
choć w danej chwili więcej czuje swój lęk.
Bowiem czymże jest umrzeć, jak nie stanąć nagim w wichrze i roztopić się w słońcu?
A czym ostatnie wydać tchnienie, jak nie wyzwolić dech żywota z niespokojnych rytmów, by wzniósł się i rozszerzył i Boga bez przeszkód już szukał?
Będziesz mógł śpiewać naprawdę, dopiero gdy z rzeki milczenia zakosztujesz wód.
A wspinać się zaczniesz prawdziwie, gdy na szczycie staniesz;