Wieczną męczarnią trawię się i ginę,

I klnę, niestety, ten dzień i godzinę,

W której ujrzałem jej wdzięki zwodnicze

I blask dokoła siejące oblicze,

Najpowabniejszą zguby mej przyczynę!

Zbywszy się wiary i nadziei słońca,

Klnie ją ma dusza, od boleści mrąca!

Że już na ziemi jestem jak przechodzień,

Wie Bóg, co modłów moich słucha co dzień;

Niechaj śmierć przyjdzie i litośnym razem