DAJA
Dzisiaj rano
Leżała, oczy zamknąwszy, jak martwa.
Nagle się zrywa, woła: „Słuchaj, słuchaj!
Przyszły wielbłądy mego ojca... Słyszysz?
To jego luby głos!...” I znów zamknęła
Oczy, a głowa, którą podpierała
Ręką, opadła na poduszki... Biegnę
Do drzwi i patrzę: to wy! Wy wracacie!...
Cóż w tym dziwnego? Dusza jej bawiła6