Prawda, że to okropne?

Gdy przejęty grozą milczałem, podjął:

— A ja na to patrzeć muszę noc w noc od szeregu lat bez przerwy. Co wieczora, gdy tylko zaświecę mą lampkę, tam na tym białym czworoboku pełni się to samo. I ja na to patrzeć muszę temi staremi, biednemi oczyma, jak ojciec, ich ojciec...

— Jakto musisz pan?! Co to znaczy?! Przestaw pan sprzęty, zmień ich układ, a wszystko szczeźnie jak mara!

I już się porwałem z miejsca, by bezzwłocznie wprowadzić w czyn swą radę.

Lecz Żręcki zatrzymał mnie żelazną swą ręką i posadził z powrotem na krześle:

— Ani się waż!! W tej izbie nie można przesunąć niczego choćby na cal! Tego mi czynić nie wolno! Rozumiesz?! Nie wolno!...

— Dlaczego?

— Bo... — tu zniżył głos do tajemniczego szeptu i oglądając się wkoło przerażonym wzrokiem, dokończył:

— Bo to, co tam widzisz, zaszło naprawdę przed laty...