Pocisnął sprężynkę; miniatura odchyliła się i pod nią przeczytałem wyryte na złotem tle słowa: „Synkowi Róży — Stach”.
Opanowało mnie dziwne uczucie. Tajemnica Adasia wstrząsnęła mną do głębi, wywołując błyski niespodzianych myśli.
Prandota kochał żonę Norskiego. Może Adaś...
Wstrzymałem bieg myśli szalonej i zwróciłem się do chłopca:
— Kiedy dał ci to pan Stach?
— Dzień przed odjazdem. Pocałował mnie w czoło i kazał nosić na piersiach. Był wtedy tak smutny, tak bardzo smutny. Jutro miał wyjechać. Nawet nie mogłem się z nim pożegnać.
— Dlaczego?
— Nazajutrz rano, zanim do nas przyszedł na pożegnanie, zabrał mnie z sobą pan guwerner i pojechaliśmy na cały dzień na wieś. Gdyśmy wieczorem wrócili, pana Stacha już w domu nie było... Biedny pan Stach...
— Dlaczego? Przecież go kiedyś zobaczysz.
Udawałem, że nic nie wiem o zgonie Prandoty, wiedząc napewno, że ani ojciec, ani żaden z domowników nic o tem chłopcu nie wspominał.