Starzec wzruszył pogardliwie ramionami:

— Puma nie lęka się zmarłych. Puma jest ich przyjacielem i strażnikiem.

— A czego szukają dusze po dawnych sadybach? — zagadnął Ben, którego widocznie bawiły odpowiedzi wodza.

— Przypominają lata ubiegłe, które już nigdy nie wrócą, i czekają na brzemienne niewiasty.

— Co on mówi? Słyszałeś? Cha, cha, cha! — zaśmiał się Heading. — To jakaś skomplikowana historia.

Starzec nie mógł zrozumieć słów Bena, zwróconych do mnie w obcym języku, lecz niewczesny wybuch wesołości widocznie go uraził, bo spojrzał nań surowo i skarcił:

— Biały człowieku, po cóżeś przyszedł spoza wielkiej rzeki? Czy po to wdarłeś się w obręb ludzi zmarłych, by naigrawać się z ich starego sługi? Wstydź się, blada twarzy!

Heading, zbity z tropu powagą głosu, chciał odpowiedzieć czymś gwałtownym, lecz w porę przeszkodziłem mu, dając znak, by się pohamował.

— Szare Oko — tłumaczyłem starcowi, usiłując go ułagodzić — bo tak nazywają mego przyjaciela — nie zrozumiał słów Czarnego Pumy. I dla mnie są one ciemne i zagadkowe. Dlaczego dusze zmarłych z pokolenia wielkich Kwapnasów oczekują ciężarnych niewiast?

— Ażeby w nie wejść i po raz wtóry narodzić się jako ludzkie dzieci.