Puma uśmiechnął się pogardliwie:
— Ludzie Kwapnu gardzą praojcami swoich czerwonych współbraci, którzy nieświadomymi będąc, wywodzą się od niższych od siebie stworzeń.
— Więc kto jest praojcem ludu Kwapnu? — zapytałem zaciekawiony.
W odpowiedzi Puma ujął w palce swój złoty amulet i trzymał mi go blisko przed oczyma:
— Niech Blady Lekarz patrzy bystro w te znaki, a odczyta to, o co zapytuje Czarnego Pumę.
Pochyliłem się nad złotym krążkiem i przez chwil parę studiowałem jego wypukłorzeźbę. Któż opisze me zdumienie, gdy po obejrzeniu dokładnym amuletu znalazłem na nim wizerunek dymiącego ogniska identyczny z tym, jaki widzieliśmy już na palach.
Podniosłem niedowierzające spojrzenie na starca:
— Więc z ogniska zrodziło się pokolenie Kwapnasów? Puma pokręcił głową:
— Blady Lekarz źle patrzył; ognia tam mało, prawie go nie dojrzysz.
— Więc dym? — poprawiłem się.