— Tyś powiedział. Od niego pochodzimy; z dymu wyszedł Kwapnu i w dym się obróci.
Teraz zrozumiałem niejasną dla mnie dotąd nazwę pokolenia oraz znaczenie często używanych przez starca słów: Kwap, Kwapa, Kwapnu itp. Wyraz ten oznaczał dym, od którego też cały szczep otrzymał imię rodowe.
— To szczególne! — zauważyłem w stronę Bena. — Wyraz dym posiada w tym dziwnym języku brzmienie bardzo spokrewnione z odpowiednikiem greckim „Kapnos”.
— Hm... — odparł w zamyśleniu Heading, który widocznie trawiony gorączką złota na widok amuletu snuł już jakieś plany — hm, może. Nie mogę tego ocenić nie znając greczyzny. Zresztą to szczegół tutaj obojętny.
Indianin wciąż trzymał w palcach tajemniczy amulet i śmiał się zagadkowo. Wtem Ben wyciągnął poń rękę, zapewne, by zważyć ciężar. Starzec zauważył ruch i cofnął się skwapliwie.
— Nie wolno dotykać bladym twarzom świętego znaku.
— Dlaczego? — zapytał uśmiechając się ironicznie Heading. — Czy złoto synów Kwapnu parzy ręce białych?
— Nie wolno znieważać świętego znaku Kwapnu, nad którym wielki kapłan Urusa wypowiedział siedmiokrotnie słowo zaklęcia.
— A gdybym mimo to dotknął? — przekomarzał się złośliwie Ben.
— Mogłoby spotkać tak Czarnego Pumę jak i Szare Oko jakieś wielkie nieszczęście; Pumę za to, że dotknąć pozwolił, białą twarz za to, że tknąć się świętości ważyła.