— Ale ty ich nie oddawaj, nie zapomnij o tym, w przeciwnym razie wystawisz mnie na ogromne niebezpieczeństwo.
— Niech będzie, przyniosę je z powrotem do domu, choć to niezgodne z obyczajem.
Następnego dnia ojciec usłyszał rżenie przed drzwiami, a gdy je otworzył, ujrzał przepięknego konia. Chciał pojechać na targ razem z synem, ale nie było po nim ani śladu:
„Zapewne jest już na miejscu” — pomyślał i ruszył w drogę. Po dotarciu do wioski nie spotkał swojego syna, za to od razu otoczyła go czereda kupców.
— Piękny koń. Ile za niego chcesz?
— Trzysta skudów, ale wodze są moje.
— Dam dwieście pięćdziesiąt.
— Nie zejdę z ceny ani o pół skuda!
W pewnym momencie podszedł pewien kupiec o rudych włosach i ognistym spojrzeniu (był to baron w przebraniu) i złożył swoją ofertę:
— Drogi jest ten koń. Ale podoba mi się, więc zaniecham targów. Daj mi wodze, żebym miał go jak prowadzić.