— To o wiele za dużo. Ale zgadzam się. Tylko pozwól mi go najpierw wypróbować.
Baron niezwłocznie wskoczył na siodło, spiął konia ostrogami i pognał przed siebie, zostawiając ojca Kandyda bez konia i bez wodzy.
Baron pojechał wprost do kowala:
— Kowalu, mój koń nie jest podkuty. Potrzebuję natychmiast czterech podków po czterysta funtów każda!
— Czterysta funtów? Chyba żartujesz, panie?
— Nie żartuję. Rób, jak mówię, a dostaniesz sowitą zapłatę.
Podczas gdy baron i mężczyzna rozmawiali, koń stał przywiązany do obręczy w murze. Otoczyło go kilkoro dzieci, które wnet zaczęły mu dokuczać.
— Odwiążcie mnie, moi mili!
— Koń, który mówi! — krzyknęły radośnie dzieci.
— A co mówi?