— Zabiłeś mojego ulubionego psa! Ty niegodziwcze!

— Czyżby jaśnie pan się niecierpliwił?

— Ależ skąd! — odparł baron, który uświadomił sobie, że umowa jest przecież obustronna, wobec czego z miejsca złagodził swą złość.

Kandyd ledwo zdążył usiąść przy stole, gdy dzieci zaczęły wrzeszczeć.

— Weź je na spacer! — rozkazał baron.

— Najpierw zjem — odpowiedział młodzieniec ze spokojem.

— Ktoś się musi z nimi pobawić.

— W takim razie pobawimy się z nimi — odparł, po czym chlusnął wodą z miski w kapryśne nicponie.

Przemoknięte do suchej nitki darły się wniebogłosy.

— Coś ty zrobił, niegodziwcze? Przez ciebie się rozchorują.