— Jak to możliwe?! Czyżby kukułki w tym roku zwiastowały wiosnę wcześniej niż zwykle? Zaraz strząsnę z gałęzi to dziwne ptaszysko.

Przeciął materac, wysypał z jego wnętrza ziemniaki, po czym zaczął nimi rzucać w kierunku starego dębu.

— Ku-Ku!, Ku... Nie! Przestań! Litości! To ja! Baronowa!

Po chwili kobieta zeszła pośpiesznie po gałęziach; żałowała, że zachciało jej się podszywać pod ptaka zwiastującego nadejście wiosny.

Na widok posiniaczonej i obolałej małżonki schodzącej z drzewa baron krzyknął wściekły do Kandyda:

— Nikczemniku! Wynoś się natychmiast z mojego domu!

— Jaśnie pan się zniecierpliwił czy tylko mi się wydaje?

— Chciałbym zobaczyć tego, który by się nie zniecierpliwił!

— W takim razie należy mi się sto skudów, a także mam prawo zedrzeć z twoich pleców pas zniecierpliwienia.

Barona przeszedł dreszcz.