— A właśnie, że złego! Za kilka lat będę oseskiem, później się narodzę, aż zniknę zupełnie. Może mnie ocalić jedynie pestka Nochatej Wieszczki! Widziałaś może gdzieś tę pestkę?
— Widzieć nie widziałam, ale słyszałam, jak o niej rozmawiali. Dziwna pestka, na której wyryto zagadkowe słowa... zniknęła w rzece, która porwała ją swoim nurtem do morza.
Sansonetto podążał wzdłuż potoku aż do rzeki, a potem wzdłuż rzeki do morza. Gdy ujrzał przed sobą ten błękitny bezkres, stracił wszelką nadzieję, że uda mu się odnaleźć pestkę. Usiadł na plaży i płakał, patrząc na pieniące się fale, a łzy spadały do morza.
— Cóż ci jest, dziecko? — usłyszał nagle.
Była to rozgwiazda, która powoli poruszała się po złocistym piasku.
— A to mi jest, że jestem coraz młodszy.
— To jeszcze nic złego!
— A właśnie, że złego. Narodzę się, czyli zniknę zupełnie, jeśli nie odnajdę pestki Nochatej Wieszczki.
— Tej bardzo dziwnej pestki z wyrytymi słowami, których nie pamiętam... Widziałam ją kilka lat temu. Połknął ją jeden zaprzyjaźniony flaming. Zaczekaj, zawołam go.
Królewicz czekał trzy dni, aż w końcu ujrzał długonogiego, biało-różowego ptaka.