Młodzieniec wymierzył kij w ziemię, a wtedy konie i rycerze zaczęli się kurczyć, by po kilku sekundach wrócić do rozmiarów pszczoły. Schowali się później w swoich komórkach, nie zostawiając po sobie ani śladu.

Maślak był szczęśliwy.

Ponownie wyruszył w drogę, aż dotarł do młyna.

W progu stał młynarz i grał na flecie, a obok tańczyła żona wraz z dziewięciorgiem dzieci. W miarę jak się zbliżał, jego nogi same rwały się do tańca, aż w końcu uległ tej dziwnej, tajemniczej sile i dołączył do pozostałych.

Usłyszał po chwili, jak młynarzowa krzyczy w tańcu wściekła na męża:

— Dosyć! Dość już! Nie masz serca! Daj nam chleb zamiast zmuszać nas do tańca.

Potem zwróciła się do tańczącego obok nich Maślaka:

— Czy ty to widzisz? Ten łajdak, zamiast iść do pracy i zarabiać na rodzinę, bierze swój przeklęty flet i zmusza nas do tańca.

Kiedy młynarz uznał, że już wystarczy, przestał grać, a wtedy żona, dzieci i Maślak — wyczerpani tanecznym wirowaniem — upadli na ziemię. Odzyskawszy siły, Maślak rozłożył koszulę prababki i zamówił obiad, wprawiając w niemałe osłupienie całą rodzinę, która chwilę potem zasiadła wraz z nim do wspólnego posiłku.

Pod koniec młynarz powiedział: