— Ależ to nie do wytrzymania! — zawołałem.
— Wszystko podług prawa — rzekł mi krótko.
— Co to ma znaczyć?
Utkwił we mnie oko i rzekł:
— Jesteś Pernath?
— Chcesz powiedzieć: pan Pernath!
Zaśmiał się chytrze.
— Żaden pan! Idziesz ze mną.
— Czyś oszalał? Coś ty za jeden?
Nic mi nie odpowiedział, rozpiął palto i pokazał mi blaszanego orła, którego miał pod płaszczem, przybitego na piersiach.