— Ty kanalio policyjna! — ryknąłem — do czegóż to się ośmielasz?
Szukałem jakiegoś ciężkiego przedmiotu.
W mgnieniu oka chwycili mnie dwaj policjanci i nałożyli kajdanki na ręce.
Radca nadął się teraz jak kogut na gnojowisku.
— A ten zegarek? — raptem pokazał się w jego ręku pogięty zegarek — czy nieszczęśliwy Zottman jeszcze żył, gdy go pan ograbił, czy nie?
Znów odzyskałem spokój — i czystym głosem dodałem do protokołu.
— Zegarek ofiarował mi dziś przed południem tandeciarz Aron Wassertrum.
Wybuchły śmiechy, niby rżenie koni, i widziałem, jak bryłowata noga i filcowy trzewik razem zatańczyły radośnie pod stołem.