Uczesany zaś plunął przez zęby, popatrzył na mnie chwilę pogardliwie, wskazał na swe piersi i rzekł lakonicznie:
— Włamanie.
Milczałem.
— No, a o co pan jest podejrzany, że się pan tu znalazł, panie hrabio? — zapytał mnie wówczas wiedeńczyk.
Po chwili namysłu rzekłem spokojnie.
— Morderstwo dla rabunku.
Obaj, rzekłbyś, stanęli odurzeni. Szyderczy wyraz twarzy zniknął — ustępując bezgranicznemu zachwytowi i poważaniu. Obaj niemal jednocześnie krzyknęli:
— Reszpekt, reszpekt!
Spostrzegłszy, że ja żadnej uwagi na nich nie zwracam, wcisnęli się w kąt z powrotem — i szeptem rozmawiali ze sobą.
Raz tylko uczesany podszedł ku mnie, milcząc spróbował muskułów402 mego przedramienia — i kiwając głową, odszedł do swego przyjaciela.