— Pan przecie też jest tutaj, jako podejrzany o zabójstwo Zottmana — zapytałem Loisa niespodzianie. Kiwnął głową.
— Już dawno.
Znów kilka godzin upłynęło.
Zamknąłem oczy i udawałem śpiącego.
— Panie Pernath, panie Pernath! — usłyszałem nagle zupełnie cichy głos Loisa.
— Co? — — Zachowywałem się, jakbym dopiero zbudził się ze snu.
— Panie Pernath, proszę, niech mi pan przebaczy, proszę — proszę — czy pan nie wie, co porabia Rozyna? — Czy jest w domu? — jąkał biedny chłopak. Było mi nad wyraz przykro, gdy ten rozpłomienionym okiem zawisł na moich ustach i ze wzruszenia spazmatycznie ściskał ręce.
— Powodzi się jej wcale403 dobrze. Jest teraz kelnerką „Pod Starym Cebrem” — kłamałem.
Widziałem, jak lżej odetchnął.